Lagom to NIE odpowiednik duńskiego hygge. Czym jest mys?

Lagom to NIE odpowiednik duńskiego hygge. Czym jest mys?

Książka o hygge i lagom

Skandynawia jest wciąż w modzie i już dawno wyszła poza ramy urządzania wnętrz. Każdy chce być lagom, hygge i żyć według skandynawskiej filozofii, nie do końca zdając sobie sprawę, co te pojęcia właściwie oznaczają. 



Lagom i hygge królują na blogach nie tylko wnętrzarskich, ale i lifestyle’owych. Na półkach księgarni pojawiają się coraz to nowsze książki ze skandynawskimi słowami w tytule, o łudząco podobnych do siebie okładkach. Stąd pewnie na niektórych stronach wzięło się błędne przekonanie, że lagom to szwedzki odpowiednik duńskiego hygge.


O czym są poradniki szczęścia?

Na zdjęciu powyżej widać dwie przykładowe, podobne do siebie książki: Linnea Dunne - "Lagom. Szwedzka sztuka życia" oraz Meik Wiking - "Hygge. Klucz do szczęścia", opisujące jednak nieco inne zjawiska. Na rynku książek o lagom i hygge jest znacznie, znacznie więcej! 

Obie publikacje łączy w zasadzie ten sam, prosty styl pisania i dużo obrazków. Te niewielkich rozmiarów książki poleciłabym raczej jako prezent dla młodszych czytelników i czytelniczek (w szczególności zadowolone będą tzw. jesieniary lub miłośniczki IKEA) w celu zainspirowania skandynawską kulturą. 

Tak, szeroko pojętą skandynawską kulturą, bo autorzy obu książek dość szybko przechodzą z samych  definicji na inne tematy, m. in. typowe zwyczaje i obchody świąt dla Szwedów/Duńczyków, abstrakcyjne dane statystyczne (np. ile świeczek palą w Danii w ciągu roku), czy nawet porady na spędzanie wolnego czasu. Duża część książek to przepisy, przepisy i jeszcze raz jedzenie. Co ciekawe, w książce "Lagom" znajduje się malutki fragment o tym prawdziwym szwedzkim odpowiedniku hygge. Jaki to odpowiednik? Dowiecie się w dalszej części posta. 


Co właściwie znaczy lagom?

Szwedzkie lagom (dosł. akurat, w sam raz) symbolizuje minimalizm, któremu jednak daleko do ascezy. Umiar, który może dotyczyć różnych sfer życia, od organizacji domu po organizację samego siebie. Lagom dla każdego znaczy co innego. To balans między szafą, która się nie domyka, a szafą kapsułową, w której masz po jednej sztuce z każdej kategorii. Balans między szarym mydłem z wodą a dziesięciostopniową azjatycką pielęgnacją, w której kosmetyki przeterminują się, zanim je zużyjesz. To ty stawiasz granicę, w którym momencie coś jest dla ciebie lagom


Lagom może być zarówno przymiotnikiem (jaki? “lagom”), jak i przysłówkiem (jak? “lagom”). 
Niektórzy śmiałkowie twierdzą, że słowo jest nieprzetłumaczalne. Wręcz przeciwnie! Może być tłumaczone na wiele sposobów, w zależności od pasującego kontekstu (w sam raz, akurat, wystarczająco, odpowiednio, optymalnie) - do wyboru do koloru. Na temat nadużywania słowa "nieprzetłumaczalny" można napisać cały oddzielny post, a może nawet niekończący się elaborat.


Zawsze gdy gdzieś na blogach o Szwecji widzę polskie tłumaczenie “nie za dużo, nie za mało, w sam raz”, mam przed oczami ten mem. ;) 

Mem Janusz Nie za ładna nie za brzydka taka w sam raz

Dlaczego zachowywanie umiaru uważane jest za drogę do szczęścia i spełnienia? Szwedzi nie lubią epatować bogactwem, chwalić się czy wywyższać. Szczęście zachowują dla siebie. Odnajdują je w czerpaniu z dóbr planety z jednoczesnym możliwym zminimalizowaniem szkodliwego wpływu na środowisko oraz poszanowaniem otoczenia. Dlatego zrównoważony rozwój jest lagom. Wszystko powinno być optymalne. W samej książce jest wspomniane, że szczęście nie musi być oznaczać wyolbrzymionej euforii. Można powiedzieć, że są szczęśliwi, ponieważ nie są przesadnie szczęśliwi.


hygge, mys, kos - przytulne skandynawskie synonimy

Są to rzeczowniki, więc stwierdzenie, że twoja nowa dekoracja z Pepco z napisem “home sweet home” jest bardzo hygge to właściwie błąd. ;) A komu chciałoby się poznawać wszystkie odmiany w tych trzech językach? 

hygge świeczki
    Nie ma mys bez świeczek! Zdjęcia: unsplash.com


Duńskie hygge, szwedzkie mys i norweskie kos najczęściej tłumaczy się na przytulność, jednak to tłumaczenie jest bardzo zawężone i nie oddaje w pełni istoty tego zjawiska. Czy aby na pewno ludzie wydawaliby całe książki o przytulności? Tutaj dopiero można rozważać o stwierdzeniu ewentualnej nieprzetłumaczalności, ale dla chcącego nic trudnego. Znacznie łatwiej jest znaleźć tłumaczenie, odnosząc się do przymiotnika. Miły i przytulny, milutki, swojski... Co może być mysigt? Atmosfera, wnętrze, kawiarnia, a może nawet pora roku... 


Rzeczowniki hygge, mys i kos można zobrazować jako przytulną, milutką atmosferę, kiedy siedzisz w ciepłym domku otulony kocykiem i popijasz smaczną kawusię, a za oknem pada śnieg. Możesz też siedzieć w wannie przy blasku świec i popijać szampana... albo oglądać seriale w piątek wieczorem. Fredagsmys to właśnie specjalna, piątkowa odmiana szwedzkiego mys. W końcu, kiedy jest najlepszy dzień na obijanie się, jak nie w piątek? 


Ciemna strona fredagsmys

Niestety, w praktyce fredagsmys oznacza dla Szwedów siedzenie przed telewizorem w piątkowy wieczór i zajadanie się śmieciowym jedzeniem, które staje się nieodłącznym elementem wieczoru. Ta szwedzka tradycja zaczyna się przemieniać w alarmujący problem zdrowotny, coraz częściej poruszany przez lekarzy. W Szwecji toczy się debata, czy do mysowania konieczne jest niezdrowe jedzenie. Już nie brzmi tak instagramowo, prawda?

fredagsmys
unsplash.com 

Propagujmy mys!


Mówiąc pół żartem, jestem za zastąpieniem duńskiego hygge szwedzkim mys, które dla mnie brzmi dużo bardziej milusio


Ciekawostka gramatyczna 

Tak samo, jak nie wszystko jest hygge, nie do wszystkiego można użyć formy mys. 

rzeczownik (co?) mys
przymiotnik (jaki?) - mysig/mysigt; (jakie?) mysiga
przysłówek (jak?) - mysigt
czasownik - mysa


Święty Mikołaj w Szwecji


Każdy ma swój sposób na mysowanie. Szwedzki Mikołaj lubi chillować z fajką. A wy jak mysujecie


Podsumowując 

Odpowiednikiem duńskiego hygge jest szwedzkie mys i norweskie kos (przytulność, miła atmosfera). Natomiast szwedzkie lagom (akurat, w sam raz), które stało się swego rodzaju filozofią, oznacza życiowy balans, umiar, zrównoważony styl życia.


Tak więc lagom to NIE jest odpowiednik hygge. To słowa, które znaczą co innego. Po prostu oba pojęcia pochodzą ze Skandynawii i oba są równie popularne, udało się z nich zrobić filozofię i sprzedać obcokrajowcom jako "przepis na szczęście", dlatego ludzie często je ze sobą kojarzą.


Przytulne wnętrza nie zawsze muszą być przecież lagom. Od nadmiaru uroczych poduszek, latarenek czy innych dekoracji nabytych w szale zakupów może wręcz boleć głowa. A przecież nie o to chodzi w lagom.

Ekologia i zero waste - czy zawstydzanie działa?

Ekologia i zero waste - czy zawstydzanie działa?


Na blogach i kanałach o tematyce beauty coraz częściej pojawia się temat bycia zero waste. Czy to paradoksalnie te  osoby, które tworzą treści promujące kupowanie coraz to nowszych produktów, zaczynają dostrzegać problem generowania dużej ilości śmieci? Niektórzy twierdzą, że to mała hipokryzja influencerów, a inni - że to oznaka rosnącej świadomości ekologicznej konsumentów.


Ekologia to nie moda

Często spotykam się z komentarzami w internecie, że ruch zero waste to trend, który przeminie tak jak wszystkie inne trendy. Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, niektórzy influencerzy kupują kosmetyki w szkle "na pokaz", a producenci szybko to podłapują, aby następnie użyć "eko opakowań" jako chwytu marketingowego. Konkretne gadżety, takie jak metalowe słomki, czy bambusowe szczoteczki do zębów mogą przestać być tak bardzo popularne, ale ludzie nie będą już wracać do plastiku. Będą za to powstawać nowe ekologiczne rozwiązania, które wyprą te poprzednie. Niezbyt przemyślane jest zatem nazywanie ekologii samej w sobie chwilową modą. Chyba że należycie do denialistów klimatycznych, wtedy będziecie innego zdania. 


Gadżeciarstwo - paradoks less waste 

Wspominając o "gadżetach", z jakimi kojarzone są społeczności less lub zero waste, miałam na myśli wszystkie atrakcyjnie wyglądające na zdjęciach metalowe słomki, najlepiej w kilku sztukach, drewniane szczotki służące do szczotkowania ciała na sucho, eleganckie słoiki (bo te nowe ze sklepu wyglądają jakimś cudem atrakcyjniej niż zwykły słoik po ogórkach), ozdobne mydelniczki i wiele innych rzeczy, których osoby niebędące zero waste zazwyczaj nie kupują. 

Niektórzy członkowie tych społeczności zapędzają się w kolekcjonerstwo i nadmierny konsumpcjonizm. Ten temat szerzej poruszyła na swoim filmie "6 eko zachowań, na które marnujesz pieniądzeAnia Gemma, która prowadzi kanał na temat zrównoważonego rozwoju i ekologicznego trybu życia. Po naoglądaniu się zdjęć z hashtagiem #zerowaste może najść nas nagła ochota  na wyrzucenie wszystkich starych plastikowych przedmiotów i zastąpienie je nowymi, ale już bez plastiku. Wszystko po to, żeby nasz dom wyglądał jak z katalogu. A to przecież przeczy ruchowi zero waste samemu w sobie. 


    

Presja na bycie zero waste

Obserwujesz, jak coraz więcej osób w środowisku beauty zamieniło wszystkie swoje kosmetyki na takie w szkle lub w papierze. Na kosmetyk w plastikowym opakowaniu nie spojrzeli już od dobrych kilku miesięcy.  Inna osoba opowiada, że od dawna nie pierze ubrań w zwykłym płynie, a wszystkie środki czystości produkuje sama. Ty tymczasem znowu uległeś promocji w Rossmanie i oprócz szamponu kupiłeś pięć innych rzeczy. Nie dość, że zmarnowałeś pieniądze, to jeszcze zgrzeszyłeś przeciw Matce Ziemi. 

Poczucie winy nie motywuje do dbania o środowisko. Wprost przeciwnie, daje nam do zrozumienia, że nie nadajemy się do tego i jesteśmy gorsi od tych, którzy wszystko robią idealnie. Nawet jeśli próbujemy być less waste, to plastik wciąż zajmuje dużą część generowanych przez nas odpadów. Skoro ciężko jest  nam być less waste, to jakim cudem mamy być zero waste?

Najgorszym możliwym posunięciem jest komentowanie w internecie wyborów konsumenckich innych osób. "Po co ci tyle tego?", "wiesz, ile to plastiku?" Najlepszą motywacją nie jest umoralnianie, lecz dawanie dobrego przykładu, jednocześnie podkreślając, że nic na siłę. Ograniczanie odpadów czy szukanie zamienników może być przyjemnością, zainteresowaniem, a już na pewno nie powinno być presją. 


Kiedy zawstydzanie działa?

W Szwecji słowo wstyd (szw. skam) występuje bardzo często w kontekście ekologii i dbania o środowisko. Taki wstyd można odczuwać w wielu sytuacjach. Flygskam, to poczucie winy, kiedy latasz samolotem, wspierając przemysł lotniczy, bilskam, kiedy zbyt dużo jeździsz samochodem, plastskam, kiedy przyczyniasz się do generowania plastiku, a barnskam, kiedy zastanawiasz się nad posiadaniem dzieci. Szczególnie kolejnych i kolejnych. Tak, w Szwecji chwalenie się swoją kolejną pociechą jest obecnie w dużo gorszym tonie, zresztą w Polsce też mało kogo to zachwyca. 

Osoby, które zasłyszały co nieco o szwedzkim barnskam, wypowiadające się pewnego razu w polskiej telewizji, były przerażone wizją wymarcia gatunku, depopulacji, degeneracji i zbliżającego się końca świata. W rzeczywistości chodzi po prostu o rozwagę i niewydawanie na świat potomstwa, jeśli istnieją ku temu przeciwwskazania. Sam fakt posiadania dużej liczby dzieci nie jest szczególnym powodem do dumy. A już na pewno nie jest to korzystne dla planety. Nie oznacza to, że w Szwecji panują nastroje "anty-dziecięce", bo tematy parentingowe są tam nie mniej na topie niż dyskusje o ekologii. 

Czy w tym przypadku zawstydzanie coś daje? Najwyraźniej coś musi być na rzeczy, skoro zjawisko to stało się tak głośne, że w 2019 roku słowo flygskam zostało dodane przez Radę Języka 
Szwedzkiego do listy nowych słów. Przypomina to nieco nasze ojczyste wybory dzbanów i alternatywek, z tym że one mają znacznie mniejsze pokrycie w rzeczywistości.

Z drugiej strony, w Szwecji wraz ze wstydem pojawiło się zjawisko ukrywania się ze swoimi złymi nawykami, często przed znajomymi. I tak na przykład w opozycji do flygskam powstało smygflyga (latać ukradkiem), budowane na tej samej zasadzie co smygäta (podjadać, jeść, kiedy nikt nie widzi). Oznaczałoby to, że poczucie wstydu związanego z nieekologicznymi zachowaniami wcale nie wypływa z naszej troski o planetę, ale ze strachu, co pomyślą o nas inni.


Zdjęcia: unsplash.com

Czy zero waste jest modne w Skandynawii? Ekologia po szwedzku

Na polskojęzycznych czy nawet anglojęzycznych kanałach na Youtube, blogach i instagramowych profilach zaobserwować można, że coraz więcej osób decyduje się na bycie zero waste, traktując to jako swój osobisty przełom, styl życia, nową filozofię a może nawet hobby. Jak to jest w Szwecji, kraju uważanym za pioniera w ekologii?

Zauważyłam, że tam nie ma filozofii zero waste, na którą ludzie wpadają z dnia na dzień, a potem obwieszczają to wszystkim wokół. Ekologia to w Szwecji systemowo narzucony nawyk, a wręcz obowiązek, którego Szwedzi uczą się od przedszkola. Na próżno szukać inspirujących szwedzkich kanałów z poradami na ograniczenie śmieci. 

Podczas gdy w Polsce niektórzy buntują się przeciw tak podstawowej kwestii, jaką jest segregacja odpadów, Szwecja umożliwia wiele rozwiązań systemowych, np. kaucjowanie puszek i butelek (dlatego tam zgniatanie ich nie jest prawidłowym nawykiem!), a śmieci wykorzystywane są do ogrzewania mieszkań. Tylko 1% odpadów w Szwecji ląduje na wysypisku, dlatego śmieci potrzebne do ogrzewania są importowane z innych krajów. Stąd wzięły się w Polsce żartobliwe nagłówki o tym, że "w Szwecji brakuje śmieci". U nas odpowiedzialność spada w całości na konsumenta

Może więc bycie zero waste w naszym rozumieniu nie jest im w ogóle potrzebne?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © mizeriakulturalna.pl , Blogger